Krótka historia życia i śmierci Gościa

Miesiąc temu, w nocy z 25 na 26 stycznia Gościu został potrącony przez samochód i zdechł na miejscu. Dokładnie przed domem, po drugiej stronie drogi. Kto dłużej śledzi mojego bloga wie, że zawsze gdy robiliśmy zdjęcia to Gościu przychodził.
Był bardzo towarzyskim kotem, uwielbiał gdy się go głaskało. Śmialiśmy się, że to samogłaszczący się kot, bo łasił się nawet o otwarte drzwi samochodu : ). Żadna mysz nie miała szans w konfrontacji z Gościem, był postrachem wszystkich gryzoni (i ptaków, generalnie wszystkiego co się ruszało). Monia mówiła na niego kot-arystokrata, bo chodził jakby był władcą świata. Myślę, że nieprędko zdarzy się nam drugi taki kot.

Komentarze

  1. fajny kotek, ja niestety nie mogę mieć takiego w domu, ponieważ mój mąż jest uczulony, ale za to mamy pieska :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Zocha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze boli, gdy tracimy czworonogiego przyjaciela. Wiem z doświadczenia, ale będzie lepiej :* W moim domu zawsze były jakieś zwierzaki. Moje psiaki śpią teraz na dywanie w moim pokoju :) Kocham je najmocniej w świecie. Sporo zwierzaków w schroniskach czeka na pomoc. Pomyśl o tym. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. matko jaki piękny i kochany <3
    taka szkoda,,, :(

    http://www.kefashionsisters.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz!

Popularne posty z tego bloga

Kartka z kalendarza: 2018 rok