Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2013

Magiczne ręce mojej Mamy. I moje, zupełnie niemagiczne.

Obraz
Chyba nigdy nie pojmę co moja Mama robi, że storczyki kwitną jej cały rok. Kwiatki opadają na krótko chyba tylko raz w roku (gdy zaczynamy grzać w domu, czyli początkiem zimy). Orchidee to jedne z moich ulubionych kwiatów, dlatego uwielbiam siedzieć w kuchni, gdzie na oknach jest ich aż 9! Mama mówi, że nic szczególnego z nimi nie robi, zwyczajne je podlewania. Dodatkowo, gdy opadną kwiatki i pędy zaczynają usychać to obcina suche łodyżki powyżej nowych, dopiero kiełkujących. Nie mam pojęcia co sprawia, że kwitną jak szalone. I to już od kilku lat.

Tak się dokonują wielkie czyny

Obraz
Zima nie sprzyja robieniu zdjęć. Słońce zachodzi w momencie, gdy wracam ze szkoły. A tak poza tym, zawsze jak temperatura na zewnątrz spada poniżej 5°C, najchętniej nie wychodziłabym z domu. Nie mówiąc już o wyjściu na śnieg i ściągnięciu kurtki. Wiadomo, czasami w heroicznym akcie na 5 minut zdołam się poświęcić (jak tutaj lub tutaj), ale nie zawsze kończy się to dobrze. Nie mogę też powiedzieć, żebym miło wspominała te chwile. Zdecydowanie jestem ciepłolubna. Wiem co mówię. Piszę to przy uchylonym oknie, żeby bardziej się wczuć w swoją niedolę. Wam też radzę podczas czytania wyjść na zewnątrz albo chociaż otworzyć okno. (Tak na serio to okno mam otwarte, bo wietrzę w pokoju, ale chyba jednak lepiej brzmi, że się poświęcam).

Pieniny

Obraz
Nie lubię gór. Albo nie, inaczej. Nie lubię chodzić po górach. W przeciwieństwie do moich rodziców i brata, którzy to uwielbiają, do mnie to jakoś nie przemawia. Nie mam nic do patrzenia na góry, nie mam nic do wyjechania na szczyt kolejką - to jest w porządku. Co innego wychodzenie. Nie mam nic do ludzi, dla których góry są życiem. Wszyscy mówią, jakie to ekscytujące, gdy zdobędzie się szczyt, jakie to są emocje i zadowolenie z samego siebie. Jakoś tego nie czuję, wtedy mam ochotę tylko i wyłącznie na kąpiel, a nie na podziwianie widoków. Może nie zdobyłam wielu wierzchołków w moim życiu, ale te, na które wyszłam w zupełności mi wystarczą.

Sylwestra czas zacząć

Obraz
Już prawie połowa stycznia. Czas szybko leci, moja pamięć bywa (często) zawodna, dlatego też dopiero dzisiaj przypomniałam sobie, że mam na dysku parę zdjęć z Sylwestra. (No dobra, tak naprawdę zapomnieć o nim nie pozwalają mi balony ciągle leżące pod biurkiem). Wigilię Nowego Roku spędziłam w domu, razem z paroma znajomymi. Na zdjęciach stół, zanim jeszcze goście przynieśli tonę jedzenia ("serowe miotły", dwa rodzaje "gwiezdnego chleba", "szczurek" lub "sushi z ogórka" to tylko kilka kreatywnych przykładów - gdybym miała więcej ich zdjęć na pewno poświęciłabym im co najmniej jednego posta : ) ).

Metamorfoza: przybornik

Obraz
Na moim biurku stał sobie (a właściwie nadal stoi) przybornik. Może to trochę za duże słowo, bo to tylko opakowanie po długopisach. Niemniej jednak spełniał (a właściwie nadal spełnia) swoją funkcję bardzo dobrze. Jego wadą było to, że był brzydki. Nie bardzo miałam pomysł jak to zmienić, aż w Sylwestra nagle mnie olśniło : ).

Letnia sukienka zimową tuniką. Mózg poza ciałem i unikanie nudy.

Obraz
Jak już pisałam na Fejsbuku, w dużej mierze dzięki tym zdjęciom jestem chora. Tak, znowu. Któraś z blogerek powiedziała kiedyś, że nie sztuką jest pokazywać na blogu ciągle nowe rzeczy, ale te same w innych zestawach. Czy coś w ten deseń. W każdym razie, dzisiaj nie mam na sobie nic nowego, wszystko tu już było. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Mój mózg został w koszu na śmieci razem ze stosem chusteczek higienicznych, więc nic mądrego dzisiaj nie wymyślę. Ooo... mogę powiedzieć, że mózgiem jestem poza ciałem. To brzmi tak hipstersko.

O spóźnionych prezentach Bożonarodzeniowych wcale nie spod choinki.

Obraz
Niedawno pisałam, że w tym roku nie dostałam niczego pod choinkę. To prawda, ale... Parę godzin po opublikowaniu tamtego posta znalazłam swój prezent. Pod drzwiami : ). Oprócz tego od "cioci" (to taka bardzo przyszywana ciocia : ) ) otrzymałam prezent na spółkę z bratem. Po podziale dostała mi się amerykańska "laska" (miętowa) i czekolada żurawinowa. Tej drugiej jeszcze nie jadłam, czeka w szufladzie na swoją kolej, ale cukierek mnie bardzo zaskoczył. Wydawało się, że będzie strasznie słodki i twardy. O dziwo, miał fajny, miętowy smak i był bardzo miękki.

Jeansy + biały t-shirt

Obraz
Ciągle poszukuję idealnego zamiennika moich ulubionych czarnych spodni. Te "najlepsze" już nie nadają się do noszenia. Są tak zniszczone, że właściwie prawie się rozpadają. "Dzisiejsze" są nowe, jeszcze nie były prane, więc nie wiem czy po wyciągnięciu ich z pralki, po kolorze cokolwiek zostanie. Do tej pory wyszłam w nich parę razy i za każdym razem miałam czarne ręce bo aż tak farbują.