Pokój w mieszkaniu: malowanie ścian

Gdy skończyliśmy już z tapetą, przyszła pora na malowanie. Uwielbiam malować! Pierwszą rzeczą, za jaką się zabraliśmy było łatanie dziur. Później przyszła pora na gruntowanie. Musieliśmy to zrobić, bo nie wiedzieliśmy jak farba będzie zachowywać się na ścianie po pomalowaniu. Zwłaszcza, gdy właśnie ściągnęło się tapetę, a na ścianach pozostał dziwny kurz z poprzedniej farby. Wiem, że w ostatnim poście dość się nagadałam na ten temat. Zaraz go zmienię, bo dzisiaj będzie o malowaniu!


Kartka z kalendarza: wrzesień 2016



Kartka z kalendarza na wrzesień z kapeluszem, bo ostatnimi czasy miesiąc ten bywał słoneczny i ciepły. Dlatego też żeby "uczcić" te ostatnie promienie słońca, postanowiłam że słomkowa fedora będzie dobrym pomysłem na motyw września.

Pokój w mieszkaniu: zrywanie tapety


Tapeta jest fajna. Dopóki nie trzeba jej kłaść na ściany lub zrywać. Pół biedy, jeśli chce się w tym miejscu położyć inną tapetę. Wystarczy wtedy ściągnąć wierzchnią warstwę, a resztę można zostawić. Problem zaczyna się, gdy chce się tapetę ściągnąć, a ścianę pod nią pomalować. Tak przynajmniej było u nas. Na zdzieranie tapety przeznaczyliśmy maksymalnie 1 dzień. Wydawało nam się, że we dwoje spokojnie damy radę to zrobić. Nie mogliśmy się jednak bardziej mylić.

Kartka z kalendarza: sierpień 2016


Kartka z kalendarza na sierpień na szczęście pojawiła się w normalnym czasie :). Motywem tego miesiąca został kostium kąpielowy inspirowany bikini/bielizną polskiej marki God Save Queens. (Tak, ten sam, w którym na Instagramie pojawiła się Kylie Jenner ;)).
 

Pokój w mieszkaniu: stare meble

Pierwszą rzeczą za jaką zabraliśmy się w trakcie remontu było wyniesienie mebli. Część z nich wylądowała pod śmietnikiem, a część zabraliśmy na przyczepie do domu. W bloku nie ma windy, ale na szczęście mieszkanie znajduje się na pierwszym piętrze, więc schody nie były problemem. Okazało się jednak, że po rozkręceniu mebli, zrobiło się z nich bardzo dużo kawałków, które trzeba było wynosić pojedynczo, czasami udało się zabrać np. dwie półki na raz. Krótko mówiąc, było sporo biegania w tę i z powrotem. Najwięcej ochodził się mój brat, który jako najmłodszy w rodzinie często robi za chłopca na posyłki ;). Przy wynoszeniu mebli nie mogło być wyjątku.